|
Wpisany przez nikson
|
|
niedziela, 01 sierpnia 2010 00:00 |
Dzien wyjazdu. Musielismy sie wymeldowac ok godz. 11 rano a ja postanowilem wziasc dluga relaksujaca kapiel.
Kapiel zajela mi ok godziny ... wymeldowalismy sie tuz przed 11 i zatrzymalismy sie jeszcze w Brighton kolo Mola. Koniecznie chcialem podskoczyc do Currysa bo mieli grip do mojego aparatu za jedyne £49 ale jak sie okazalo mial wade taka ze nie moglem do niego wlozyc moich baterii z Canona tylko zwykle paluszki AA wiec ta opcja odpadla i niepocieszony opuscilem sklep.
Kozystajac z tego ze bylismy jeszcze w miescie udalismy sie jeszcze do Morisona kupuc cos do jedzenia na droge. Piersi z Kurczaka w panierce itp. no i oczywiscie ulubione paczki z custard.
Po tym jak skonczyl nam sie czas na parkingu w miescie pojechalismy do mariny cyknac jeszcze pare fotek i umyc auto w tamtejszej myjni. W tym czasie jak ja gotowalem sie w aucie stojac w kolejce do myjni Pati poleciala do Asdy kupic lody. Odnioslem wrazenie ze w tej myjni pracowali sami Polacy oprocz szefa ktory tylko kasowal klientow. Wlasciwie to nie byl koniec naszego zaskoczenia bo po zimnych lodach i spacerze po marinie udalismy sie na kawe do MC Donaldsa a tam tez nas obsugiwalo co najmniej 3 rodakow :) widac albo zjechalo tu nas wiecej lub dwa lata temu nie zwrocilismy na to uwagi.
Po wypiciu Latte z restauracji mc donalds w samochodzie pozegnalismy sie z Brighton i ruszylismy w kierunku domu.
|
|
Poprawiony: piątek, 06 sierpnia 2010 13:22 |
|
|
Brighton - dzien po imprezie |
|
|
|
|
Wpisany przez nikson
|
|
sobota, 31 lipca 2010 00:00 |
Nie tyle marina co chec przejechania sie kolejka Volks Railway sprawily ze wybralismy sie do mariny.
To byl juz ten dzien gdzie mielismy juz serdecynie dosc zakupow ... Typowa leniwa niedziela.
|
|
Brighton - Pobodka o swicie |
|
|
|
|
Wpisany przez nikson
|
|
piątek, 30 lipca 2010 00:00 |
Ten dzien zapamietam bo zaczal sie dla nas dosc wczesnie bo ok 3:30 rano.
Obudzilem Pati wzielismy koce i pojechalismy focic wschod slonca kawalek za Brighton. Przy okazji dowiedzialem sie ze podczas wschodu jest tez odplyw :)
Po powrocie do hotelu nadrobilismy zaleglosci w spaniu i wstalismy na pore obiadowa. Tym razem wybralismy sie na piknik do Queens Park i w drodze powrotnej znalezlismy Polska restauracje. Niestety bylismy juz najedzeni i nie moglismy skosztowac kuchni lokalnej Polonii.
Wieczorem impreza w Oceanie....
|
|
|
Wpisany przez nikson
|
|
czwartek, 29 lipca 2010 00:00 |
 Trzeci dzien w Brighton po zakupach uplunal raczej spacerowo.
Spacerujac po miescie usiedlismy sobie w parku w Pavilionie i sluchalismy jak gosciu gral na saksie ... po ok 20 min poszlismy dalej. Wsumie to patrzac na te zdjecia nie moge sobie przypomniec co takiego sie tego dnia wydarzylo. Musze zaczac dodawac zdjecia na bierzaco bo mam chyba slaba pamiec :)
Pamietam za to jak na molo mewa wyrwala jednej dziewczynie frytki i odleciala to byla przekomiczna scena.
|
|
Brighton - Zakute paly w Arundel |
|
|
|
|
Wpisany przez nikson
|
|
środa, 28 lipca 2010 00:00 |
 Wspanialy zamek pokazy rycerskie itp... tyle atrakcji ze juz mielismy dosc :)
Na dzien po przyjezdzie wymyslilismy ze pojedziemy na jakis zamek w okolicy wiec znalazlem. Zamek Arundel z ladnym ogrodem i w czesci jeszcze zamieszkany ale my sie skupilismy na czesci dla zwiedzajacych. Niestety nie wszedzie w srodku moglem robic zdjecia.
Po obejzeniu pokazu rycerskiego ktory trwal nie mniej niz godzine przeszlismy do zwiedzania zamku co nam zajelo ok 1 - 1,5 godz. Nastepnie na szybko obskoczylismy ogrod, ktory nie byl zly ale widzialem lepsze i przy mniejszych zamkach pozatym juz mielismy serdecznie dosc zwiedzania i chcialo nam sie jesc.
Po powrocie przetestowalismy lokalny kebab po ktorym nie mielismy juz ochoty na zadne wyjscie tylko obejzelismy dwa filmy i poszlismy spac. Tak zakonczyl sie dzien drugi.
|
|
Poprawiony: wtorek, 03 sierpnia 2010 21:06 |
|
|
|
|
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 następna > ostatnia >>
|
|
Strona 1 z 3 |